2016
Puchar GLP: Wypowiedzi kapitanów po półfinałach
Za nami dwa emocjonujące półfinały Pucharu GLP. W pierwszym meczu na Hallera Park spotkały się zespoły Torpedo (1 liga) oraz Wichura Biszkopt (2 liga). Bardzo zacięte spotkanie skończyło się dopiero po dogrywce. Zespół ze Świecia wygrał 9:6, po regulaminowym czasie gry było 5:5.
Poprosiliśmy o wypowiedź kapitanów drużyn:
Piotr Cieśla (Torpedo) - Pierwsze 15 minut meczu było bardzo wyrównane. Wichura prowadziła 1-0, ale później to my zdominowaliśmy spotkanie i pierwsza połowa skończyła się 3-1 dla nas. Po przerwie inicjatywa należała do drużyny ze Świecia. Poszliśmy na wymianę ciosów, czego efektem był remis w regulaminowym czasie gry. Niestety nasz bramkarz opuścił nas przed dogrywką i polegliśmy.
Marcin Szymecki (Wichura Biszkopt) - Jesteśmy bardzo zadowoleni, że udało się zrealizować nasz główny cel w tym sezonie, którym był ponowny udział w finale pucharu. Półfinałowy mecz z Torpedo zaczęliśmy słabo. Mieliśmy sporo sytuacji pod bramką rywala, ale ze skutecznością było już dużo gorzej. W obronie też nie byliśmy zorganizowani tak, jak byśmy chcieli, dlatego też pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 3:1 dla Torpedo.
W drugiej połowie nasza gra poprawiła się, szczególnie skuteczność, dzięki czemu wyszliśmy na prowadzenie 5:4. Jednak minutę przed końcem meczu nasz przeciwnik zdołał wyrównać stan spotkania i musieliśmy rozegrać dogrywkę. W niej podtrzymaliśmy swoją dobrą grę z drugiej połowy i ostatecznie wygraliśmy 9 do 6. Cieszę się, że w naszym drugim sezonie w GLP znowu możemy zagrać w ostatnim meczu rozgrywek pucharowych i liczę na to, że puchar ponownie powędruje do Świecia
Drugie spotkanie odbyło się na Rządzu. Czerwone Diabły (1 liga) pokonały zespół Kocurów (2 liga) 8:5.
Oto, co powiedzieli kapitanowie po spotkaniu:
Maciej Urbaniak (Kocury) – Do meczu podeszliśmy skoncentrowani i przygotowani na twardą walkę. Półfinał od samego początku stał na wysokim poziomie, akcje obu zespołów rozbijały się na defensywie rywala. My wyszliśmy na prowadzenie jako pierwsi, a kilka minut później podwyższyliśmy na 2:0. Podrażnione Czerwone Diabły ruszyły do ataku. Po kilku próbach przeciwnicy znaleźli drogę do bramki, po naszym błędzie. Chwilę później, po niezbyt dobrym ustawieniu naszego bramkarza Czerwone zdobyły gola z rzutu wolnego. Po dobrze wykonanym rzucie rożnym mój zespół wyszedł na prowadzenie, ale przeciwnicy wyrównali jeszcze przed przerwą.
W drugiej połowie wymiana oko za oko, gol za gol. Tak aż do remisu 5:5. Ostatnie 10 minut należało jednak do Czerwonych Diabłów, co przypieczętowali dwoma bramkami. Kropkę nad i postawili tuż przed końcem spotkania i mecz zakończył się wynikiem 8:5.
W meczu nie zabrakło walki, nerwów i poświęcenia, lecz obronną reką z tej batalii wyszli zawodnicy Czerwonych Diabłów.
Karol Holewski (Czerwone Diabły) - Mecz dostarczył sporo emocji, szczególnie w pierwszej połowie. Zespół Kocurów od początku postawił trudne warunki. Zagrali wysoko, ambitnie. Na początku było dużo stykowych sytuacji z obojga stron. W drugiej połowie odzyskaliśmy kontrolę, wyszliśmy na prowadzenie i tak już zostało. Przeciwnik wygrywał 2:0, my objęliśmy prowadzenie przy stanie 5:4. Pod koniec meczu to my mieliśmy więcej sił, co pozwoliło kontrolować przebieg spotkania do ostatniej minuty.
Termin meczu finałowego podamy na stronie w ciągu kilku dni. Jesteśmy w trakcie ustalania go z kapitanami obu finalistów. Zależy nam na tym, by drużyny wystąpiły w optymalnych składach.
